Wszystkie wpisy, których autorem jest pawel

Rozszerzony dekalog, czyli 11 zasad na czym polega Metoda Feldenkraisa

1. Umysł programuje to, jak działa mózg – rodzimy się z bardzo małą ilością odruchów, większości z nich uczymy się już po narodzinach. Na samym początku duża masa neuronów jest nie połączona. Jest niezorganizowana. W trakcie nauki neurony łączą się między sobą. Każdy z nas uczy się na swój sposób. Dlatego też, każdego mózg jest inną siecią neuronów. Dodatkowo, każdy z nas ma potencjalną wolność w kształtowaniu swojego mózgu. Wystarczy świadomie kierować swoim uczeniem się.
2. Mózg nie może myśleć bez ruchu – umysł i ciało to jedno, nierozerwalnie, każde działanie mózgu oznacza ruch, myślenie, czucie i emocje. Nawet myślenie o takich abstrakcyjnych sprawach jak matematyka wywołuje napięcia mięśni i odczucia z ciała. To jedynie kwestia wrażliwości, aby je dostrzec i usłyszeć. Może dlatego u mało ruchliwych roślin nie wykształcił się mózg tak jak u ruchliwych zwierząt.
3. Świadomość ruchu jest kluczowa dla jego poprawy – system sensoryczny (odczuć) jest nierozerwalnie związany z systemem motorycznym (ruchu). Zachodzi nieustanna wymiana informacji z ciała do mózgu i poleceń z mózgu do ciała. Im lepsze informacje (lepszy feedback, lepsza świadomość ruchu), tym lepsze polecenia (lepszy ruch).
4. Różnicowanie (ang. Differentiation) – czynienie rozróżnień w odczuciach ruchu buduje mapy w mózgu – niemowlęta poruszają się całym ciałem. Nie umieją od razu poruszać jedną częścią, bo jej nie odróżniają od pozostałych. Dopiero tego się uczą, stając się w swoich ruchach coraz bardziej precyzyjnymi. W tym samym czasie w ich mózgach rozwijają się mapy ciała. Stają się coraz bardziej szczegółowe. W przypadku choroby czy kontuzji, gdy jakaś część ciała nie może być używana jak dotąd, to mapa w mózgu obrazująca tą część staje się coraz mniej szczegółowa. Nieużywany organ zanika (ang. use-it-or-lose-it). I odwrotnie, gdy w wyniku uszkodzenia mózgu np. porażenia mózgowego, jakaś część mapy jest zniszczona, to tracimy kontrolę nad daną częścią ciała. U każdego mapa jest inna i zależy od jego codziennych czynności np. pianista będzie miał o wiele lepiej rozwiniętą mapę dłoni niż przeciętny człowiek. Mapy można rozwijać poprzez ruchy różnicujące poszczególne części ciała. Dlatego działa to w terapii osób z porażeniem mózgowym i udarem mózgu.
5. Różnicowanie jest najłatwiejsze gdy stymulacja jest najmniejsza – jeśli podniesiesz ciężką sztangę i na niej usiądzie mucha, to raczej nie poczujesz różnicy, ale jeśli uniesiesz kartkę papieru i na niej usiądzie ta sama mucha, to masz duże szanse poczuć różnicę w wadze. Tak samo jest z innymi zmysłami. Na przykład, gdy jest cicho, to możesz usłyszeć najmniejsze szmery, których nie dosłyszysz, gdy jest hałas. Dlatego też, na zajęciach zachęcamy do małych ruchów. Wtedy najłatwiej poczuć różnice między poszczególnymi ruchami i tym samym uczyć się ruchu.
6. Powolność jest kluczowa dla świadomości, a świadomość dla nauki – kiedy robimy ruchy powoli mamy więcej czasu dostrzec i poczuć jak je rzeczywiście robimy np. jakie dodatkowe ruchy, czyli napięcia mięśni towarzyszą ruchowi, który chcemy zrobić. Dopiero dostrzegając je możemy z nich zrezygnować i robić tylko to, co chcemy zrobić. Poprawiamy swoją efektywność, oszczędzamy energię.
7. Tam gdzie to możliwe ogranicz swój wysiłek – wysiłek to napięcie, które utrudnia uczenie się. To zbędne napięcie, bez którego możemy się obejść. Zasadę „no pain, no gain” należy zastąpić zasadą „if strain, no gain”. Kompulsywny wysiłek sprowadza nas w ruch mechaniczny, nawykowy, bezrefleksyjny, nie dostosowany do zmieniających się okoliczności. Metoda Feldenkraisa jest przeciwieństwem fitnessu.
8. Błędy są esencją i nie ma prawidłowych ruchów, są lepsze ruchy – już pół wieku temu Feldenkrais zachwalał popełnianie błędów. Rozumiał, żeby zmienić nawyk, należy próbować różnych sposobów, eksperymentować i najlepszy możliwy dla danej osoby sposób sam się znajdzie. Działaj spontanicznie, nie myśl zbyt wiele, układ nerwowy z doświadczeniem milionów lat ewolucji sam wybierze dla ciebie najlepiej. Dlatego też, prowadzący zajęcia nie demonstruje ruchów. Nie ma też sensu poprawianie siebie czy innych np. “wyprostuj się”. To tylko ogranicza organiczne uczenie się, czyli spontaniczne wyłonienie najlepszego ruchu i postawy. Ucz się od siebie samego. Nie ma guru.
9. Przypadkowe ruchy robią różnice, która prowadzi do przełomów w rozwoju – każde dziecko inaczej uczy się siadać i wstawać. Pierwszy raz siada bądź wstaje przez przypadek robiąc inną rzecz np. biorąc stopę do buzi, a nie dlatego, że założyło sobie usiąść. Dlatego zajęcia Feldenkraisa nie są ćwiczeniami ukierunkowanymi na cel. My nic nie ćwiczymy, bo nie ma nic do ćwiczenia. Nie ma żadnego idealnego wzoru wstawania, który mamy w sobie wyćwiczyć. Wolność i przypadek. Sorry. :)
10. Nawet najmniejszy ruch jednej części ciała pociąga za sobą całe ciało – gdy ciało jest dobrze zorganizowane, to praca mięśni na rzecz danego ruchu jest rozłożona na wszystkie mięśnie mniej więcej po równo. Dlatego też, sam ruch wydaje się łatwy i przyjemny. I odwrotnie, gdy jesteśmy spięci i komunikacja między częściami ciała jest utrudniona, to najmniejszy ruch kosztuje nas dużo wysiłku, męczy i zniechęca.
11. Wiele problemów ruchowych i ból, który im towarzyszy, wynika z wyuczonych nawyków, a nie z nieprawidłowej struktury – dlatego też pracujemy z nawykami, a nie z samą strukturą jak czyni to większość tradycyjnych praktyk fizjoterapeutycznych. Nie naprawiamy ciała, zmieniamy instrukcje jego obsługi. Mózg jest potężniejszy od mięśni.
Meta-zasadą tej metody jest brak zasad. To pozostawia wolność każdemu w formułowaniu ich po swojemu. Powyższe 11 zasad przestawił Norman Doidge opisując Metodą Feldenkraisa w książce „Jak naprawić uszkodzony mózg”. Wszystkie są możliwe do naukowego zweryfikowania, a więc Metoda Feldenkraisa jest metodą naukową. Sam Moshe Feldenkrais był naukowcem, dr fizyki, który pracował w latach 30-tych XX w. nad energią jądrową razem z małżeństwem Frederic i Irene Joliot-Curie (córką Marii Skłodowskiej-Curie).
Zachęcam do nauki własnej. :)

O chorowaniu jako doświadczeniu, które zmienia

„Przyjmuj niełaskę jako przyjemną niespodziankę. / Ceń nieszczęścia jak własne ciało. / Dlaczego powinniśmy przyjmować niełaskę jako przyjemną niespodziankę? / Ponieważ niełaska to dobrodziejstwo; / Popadnięcie w nią jest przyjemnym zaskoczeniem, / Podobnie jak odzyskanie łaski! / Dlatego powinniśmy przyjmować niełaskę jako przyjemną niespodziankę. / Dlaczego powinniśmy cenić nieszczęścia jak własne ciało? / Ponieważ nasze ciało jest pierwszym źródłem wszystkich nieszczęść. / Gdybyśmy nie mieli ciała, jakież nieszczęścia mogłyby nas spotkać?” – Lao Tsu „Tao Te Ching” cz. 13.
Virginia Woolf w eseju „O chorowaniu” dziwi się dlaczego choroba zajmuje tak mało miejsca w światowej literaturze i uznaje ją obok miłości i zazdrości za najciekawsze doświadczenie, jak może przydarzyć się człowiekowi w jego życiu.
Dlaczego choroba miałaby być dla nas przyjemną niespodzianką? Czy dlatego, że wtedy natura dochodzi do głosu nad naszym „ja”, dominuje je i ogranicza? Najpierw robi to przez czysty przejmujący ból, który kompletnie zagłusza wszelkie inne odczucia i wygasza myśli. Jest tylko on, roztapiając „ja” niczym praktyka zen. Satori na leżąco. Nie można się poruszyć bez bólu. Zabiera nam nasze plany na weekend, ambicje zrobienia tego i tamtego, swobodę ruchu, którą my ignoranci, uznaliśmy za swoje niezbywalne prawo. Lubię powiedzenie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz mu o swoich planach. Ból i choroba pokazują nam, jak kruche są nasze egzystencje oraz jak ograniczone przez zawodną twardość kości i elastyczność mięśni. Przypomina, że jesteśmy tylko przez kilkadziesiąt lat i jeśli do pewnego momentu nabieramy sił, to potem będziemy tylko słabnąć. Nieunikniona biologia. Choroba sprowadza nas z wydumanego świata idei na ziemię, urealnia nasze zamierzenia. Każe doceniać małe. Ponadto uzmysławia, że głucha i ślepa natura nie ma pojęcia o sprawiedliwości – jedni są zdrowsi od innych bez względu na zasługi czy szlachetność serca i… cóż im zrobisz. Rzeczywiście, już za to tylko moglibyśmy być jej wdzięczni. Widzimy jak jest i cieszymy się, tym co mamy, póki jeszcze możemy się cieszyć. Zaczynamy rozumieć, że szczęście cały czas leży tuż obok nas i nie potrzebujemy nic, absolutnie nic zrobić, aby je spotkać. I więcej, potrzebujemy nie robić nic, aby je spotkać. Choroba uczy nas zbawiennego niedziałania i wdzięczności.
Uczy nas wrażliwości, wyróżniania różnic. Jeśli tak się poruszę, to zaboli, ale jeśli tak, to może nie. Ograniczony zakres ruchu rozbudza moją wyobraźnię i kreatywność, aby zmieścić się w tym wąskim zakresie. Wyłuskuję na wierzch świadomości niuanse, wcześniej zlekceważone, teraz decydujące o tym, czy uda mi się wstać z łóżka. Bylejakość ustępuje ostrożności i uważności. Klarownie czuję, co to znaczy mindfulness. Przeszłość i przyszłość ustępują dominującym tu i teraz. Jeśli się tylko zagapię czy zamyślę, od razu ból przypomina mi, gdzie jestem. Wszystko robię powoli, aby niepotrzebnie nie spłoszyć układu nerwowego i nie wywołać bolesnego, a zbędnego skurczu mięśni. Szukam miękkiej drogi. Każdy chory uprawia to, co my na zajęciach Feldenkraisa. Czuje, co robi. Oj, czuje aż nadto wyraźnie. Zaczyna być świadomy jak to robi, nieustannie eksperymentuje z różnymi sposobami, wybierając te bardziej komfortowe i wszystko w codziennych czynnościach jak dojście do toalety czy zaparzenie herbaty.
Dzięki chorobie nabieramy właściwych proporcji, dotychczasowe problemy typu gdzie pojadę na wakacje albo jak nauczyć się do egzaminu maleją. Ciało i jego przetrwanie wychodzi na plan pierwszy jak w starych dobrych czasach przed urbanizacją, pracą biurową i blokami z wielkiej płyty i z centralnym ogrzewaniem. Choroba to jeden z nielicznych dziś sposobów życia inaczej, gdzie brak sensu nie jest już problemem. W każdym ruchu i geście jest go aż nadto. Dlatego ludzie chorowici są tak twórczy. Skupieni na cielesności, nie rozpraszani przez niedostępne dla nich sprawunki, mają czas i wolną uwagę. Wirginia Woolf, Fryderyk Nietzsche, Marcel Proust umieli sytuację słabości, bólu i choroby przemienić w egzystencjalne doświadczenie, w punkt wyjścia czy predyspozycję do tworzenia. Aldous Huxley opisując utopijny “Nowy wspaniały świat” bez bólu i cierpienia (z pastylkami somy) być może rozumował, że to byłby koniec ludzkiej historii.

O byciu wrażliwym i adekwatnym

Czasami w języku jeden termin służy do nazwania dwóch różnych pojęć, do wyrażenia dwóch różnych zjawisk. Tak też jest ze słowem „wrażliwość”. W jednym znaczeniu mówimy, że ktoś jest wrażliwy, gdy chcemy podkreślić, jak bardzo przejmuje się drobnym zdarzeniem czy jak łatwo zranić go najmniejszą uwagą. Im przyczyna w naszym odczuciu bardziej błaha i nieznaczna, a jego przejęcie bardziej gwałtowne i trwałe, tym on w naszym oczach jest większym wrażliwcem. W drugim znaczeniu mówimy, że ktoś jest wrażliwy na smaki, a ktoś inny na zapachy, ktoś jeszcze inny na kolory albo dźwięki. Mamy wtedy na myśli, że ten ktoś rozróżnia ich wiele, tam gdzie ktoś mniej wrażliwy nie widzi różnicy. Im wrażliwszy, tym potrafi wyczuć większe subtelności czyli wyłapać mniejsze różnice i mają one dla niego znaczenie.
Na przykład, wczoraj w centrum Krakowa w sali Kontaktu pracowałem z 6-letnim chłopcem, u którego zdiagnozowano autyzm. Miał on niską wrażliwość w dotyku i chwytaniu, potrafił jedynie ściskać, nie umiał chwytać przedmiotu czy obejmować mamy jednocześnie jej nie ściskając. Albo z całej siły, albo w ogóle, a pomiędzy mgła i żadnych wartości pośrednich, żadnego umiaru. Sytuacja zero-jedynkowa. Ojciec chłopca bardzo dobrze wyraził, że „potrzeba mu skali”. Jednocześnie miał on wysoką wrażliwość na dźwięki. W pewnym momencie naszych zabaw spytał „Czy to Wawel?”. Ja na początku nie zrozumiałem pytania, ale mama wyjaśniła, że on bardzo dobrze słyszy dzwony i jest ciekaw, czy ten, który słyszy teraz jest na Wawelu. Była okrągła godzina, ale nikt oprócz niego nie słyszał żadnego dzwonu, czyli nie wyróżnił go z szumu miast.
Oczywiście w obu znaczeniach „wrażliwość” jest pojęciem względnym i mówimy o kimś, że jest wrażliwy, gdy w naszym odczuciu jest on bardziej wrażliwy niż większość ludzi. A poziom wyżej, gdy mówimy że jest wrażliwy na dźwięki bardziej niż na dotyk, to nie porównujemy ilości słyszanych dźwięków z ilością rozróżnianych i wykonywanych uścisków, ale mamy na myśli, że bardziej od innych jest wrażliwy na dźwięki, a mniej od innych na dotyk.
Teraz, czy rzeczywiście jedno słowo „wrażliwość” nazywa dwa różne pojęcia / sytuacje czy może tylko jedno, które przejawia się na dwa różne sposoby? Czy ktoś, kto łatwo się przejmuje (znaczenie pierwsze), zawsze ma „gęstą skalę” wielu subtelnych odczuć i reakcji w relacji ze światem i innymi (znaczenie drugie)? W pierwszej sytuacji mały bodziec wywołuje dużą reakcję, która dotyka wszystkich dookoła. W drugiej sytuacji osoba po prostu rozróżnia wiele bodźców i co za tym idzie potrafi różnie zareagować. W pierwszej sytuacji wrażliwiec jest nieadekwatny, w drugiej dzięki swej wrażliwości (umiejętności rozróżniania) może być adekwatny. Paradoksalnie, osoba, którą łatwo zranić najdrobniejszą uwagą może być właśnie NIEWRAŻLIWA na subtelności sytuacji i wszystkie słowa oraz czyny innych uznawać za ciosy wymierzone w swoją stronę, a jej cierpienie z tego powodu zawsze będzie maksymalne, bez wartości pośrednich i umiaru. Idąc dalej, jeśli znajdziemy się w pobliżu wrażliwca, którego łatwo zranić i który łatwo się przejmuje, a my nie chcemy sprawić mu przykrości, to musimy być właśnie bardzo wrażliwi w tym drugim znaczeniu, być uważni, aby nie przeoczyć i nie przekroczyć pierwszego progu jego niskiej wrażliwości, powyżej którego już czyha w gotowości całe cierpienie. Jest ono wielkie swoimi wspomnieniami podobnych sytuacji. On nie widzi różnicy między nimi, a historia jemu tylko ciągle się powtarza. Nic nie idzie do przodu. Trauma… I odwrotnie, im ktoś ma „gęstszą skalę” odczuć i reakcji, tym trudniej go zranić, ponieważ nie wszystkie słowa i czyny w jego stronę on odbierze jako ciosy, część z nich uzna po prostu za słowa i czyny Innego, a nie za fakty o sobie. Będzie czuł niepowtarzalność obecnej sytuacji. Będzie on trudniejszy do przejęcia przez innych i przez swoją przeszłość. Będzie jemu łatwiej się otworzyć na innych, ponieważ umie się ponownie zamknąć. Będzie umiał rozważyć i rozdzielić to co jest dla niego pozytywne lub neutralne, od tego, co już sprawia mu przykrość. Zauważy, kiedy łagodne uczucie przykrości poprzedza uczucie krzywdy i cierpienia. Wie, kiedy się zatrzymać i adekwatnie do sytuacji zareagować (np. wycofać) nie czyniąc większych szkód sobie i innym.
Na szczęście bycia adekwatnym można się nauczyć. Poprzez nowy i mały ruch oraz zwracanie na niego uwagi i swoje odczucia, zagęszczamy skalę „ruchu”, rozróżniamy coraz więcej wartości pośrednich w stopniu napięcia mięśni i ułożenia ciała. Zwiększamy naszą wrażliwość na ruch, a przecież poprzez ruch mięśni odczuwamy nasze reakcje na świat i innych oraz odpowiadamy zachowaniem. Dzięki tej wrażliwości w drugim znaczeniu, rozróżniamy więcej naszych odczuć. To wzbogaca nasze życie wewnętrzne i pozwala precyzyjniej dostosować nasze reakcji do sytuacji. Uczymy się bycia adekwatnym, aby nie cierpieć i nie zadawać cierpienia innym. Wychodzimy z przeklętego koła odtwarzania przeszłości i ruszamy do przodu.

Metoda Feldenkraisa – “rozmowa” złożona z najczęściej zadawanych pytań

– Co to jest?
– To metoda na nowe doświadczanie siebie, nowe siebie postrzegania i odbieranie, nowe siebie traktowanie.
– Jak to działa?
– Poprzez ruch i uwagę.
– Czyli jak?
– To są zajęcia ruchowe, gdzie poruszasz się według propozycji prowadzącego, przede wszystkim po to, aby poczuć jak Ty to dokładnie robisz. Każdy rusza się inaczej i inaczej to odczuwa. Zwracasz uwagę na swój ruch, na jego koordynację, kierunek, prędkość, zakres, jakości takie jak płynność czy miękkość. Zaczynasz odczuwać subtelne połączenia różnych części ciała na rzecz jednego ruchu np., gdy leżysz na plecach i powoli przekręcasz głowę raz w prawo raz w lewo. Może zaczniesz czuć, jak Twoja miednica reaguje podczas tego ruchu.
– A co jeśli nic nie poczuję?
– Odczuwanie jest po prostu umiejętnością, którą można rozwijać. Nigdy nie jest na to za późno. Wszystkie ruchy wykonujesz w dowolnym tempie i zakresie. Zachęcam, aby robić mniej i wolniej, wtedy masz więcej czasu na poczucie / uchwycenie różnych jego szczegółów. Cała Twoja uwaga jest skierowana tylko na Twój ruch. Każdy ruch powtarzasz kilka razy w jednej pozycji i często kilkanaście razy w różnych pozycjach, aby odczuć różnice między różnymi układami.
– A jeśli jakiś ruch jest za trudny lub zbyt bolesny, aby go wykonać?
– Dla odczuwania jest ważne, aby nie pojawił się wysiłek czy ból, które jak hałas „zagłuszają” wrażenia. Dlatego też, istotne jest robić tylko tyle, ile jest łatwe i ciekawe. Jeśli jakiś ruch zaczyna sprawiać trudność, wtedy najlepiej zmniejszyć jego zakres lub prędkość albo jedynie wyobrażać sobie, że wykonujesz ten ruch. Wyobrażanie sobie ruchu też aktywuje układ nerwowy, który jednocześnie zbiera informacje (odczuwa), jak i wysyła polecenia (kieruje ruchem mięśni).
– No dobrze, a jaki jest cel takich zajęć?
– To zależy od Ciebie, ale zachęcam, aby nie podchodzić do tych zajęć zadaniowo. Jeśli będą one obliczone na konkretne rezultaty, to wtedy przyniosą najwyżej te założone i nic więcej. Najlepszą motywacją jest czysta ciekawość i przyjemność, jak u niemowlęcia, które nie wie dlaczego i po co zaczyna się poruszać, ale najwyraźniej jest to dla niego i ciekawe i przyjemne. Nie myśli o tym, ani nie analizuje, a przecież i dlatego właśnie bardzo szybko się rozwija i z każdym dniem nabywa nowe umiejętności.
– Czy tutaj chodzi tylko o ruch? Czy ma to też wpływ na emocje?
– Oczywiście, i na emocje i na intelekt. Tak jak w przypadku wspomnianego niemowlęcia, nabywanie nowych umiejętności ruchowych: pełzania, raczkowania, siadania, chodzenia, towarzyszy rozwój emocjonalny i intelektualny. Zresztą niektóre ruchy w Metodzie Feldenkraisa są ruchami niemowlęcymi i „uczymy się” ich na nowo. Dlatego też korzystam z tej metody w pracy z dziećmi z porażeniem mózgowym i innymi sytuacjami o podłożu neurologicznym. Generalnie, my wszyscy, i dzieci i dorośli odczuwamy i myślimy całym ciałem. Jeśli zmieniamy odczuwanie swojego ruchu i siebie w ruchu, to od razu zmieniamy sposób, w jaki siebie postrzegamy, także swoje emocje i uczucia. Dzięki zwiększonemu odczuwaniu i koordynacji ruchowej, lepiej wychwytujemy, jak emocje przejawiają się przez ciało. Generalnie nasze mięśnie rozluźniają się, poprawia się nasza równowaga, oddech i kontakt z podłożem, tzw. „uziemienie”. To pozytywnie wpływa na nasz nastrój i wewnętrzny spokój. Jednocześnie „rozluźniony” układ nerwowy umożliwia wyjście poza utarte schematy myślenia, uwalnia wyobraźnię i kreatywność. Maleje strach, przybywa odwagi i siły.
– Na koniec, czym to jest dla Ciebie?
– Praktyką. Ciągłym rozpoczynaniem. Powrotem do neutralności, gdzie przeszłość i codzienność łagodnieją. Napięcia miękną. Forma rozluźnia się. Nowe ruchy, odczucia, myśli, działania stają się możliwe. Kierowanie uwagi na siebie, na swoje konkretne zachowania zmienia sposób bycia ze sobą, a dalej kontakt z innymi i ze światem w ogólności. I jeszcze inaczej, to okazja na czyste doświadczanie bez osądzania i analiz… Uproszczenie.

Feldenkrais na 3 poziomach

Na pierwszym poziomie to zestaw zajęć ruchowych. Uczę się, jak lepiej poruszać się, jak łatwiej siadać, jak płynniej wstawać, jak pełniej obracać się i skręcać, jak swobodniej chodzić. Uczę się ruchu naturalnego, tak jak uczyłem się go spontanicznie, gdy byłem małym dzieckiem, ale… potem niestety przestałem, bo nałożono mi buty, bo usiadłem w szkolnej ławce, bo przejmowałem się tym, co inni mogą pomyśleć i powiedzieć.

Na drugim poziomie to świadomość ciała. Lepiej czuję swoją miednicę, gdy piszę ten tekst. Jak „ona siedzi” na krześle, jak jest nachylona, jak podpierają ją z przodu stopy na podłodze, jak wychodzi z niej kręgosłup, jak na jego szczycie usadowiona jest głowa, a w niej oczy skierowane z monitor; jak oparte o blat stołu są łokcie, które przekazują ruch napinających się i rozluźniających się mięśni z barków do palców naciskających klawiaturę i z powrotem jak klawisze odbijają, a echo czuję w łopatkach. Co dzieje się ze mną, gdy jestem spięty, a co, gdy jestem zmęczony. Ja nie mam ciała, nie mam go jako narzędzia do swojej dyspozycji. Ja nim jestem. Ja=ciało postrzegam, myślę, czuję, poruszam się.

Na trzecim poziomie to dbałość o siebie. Spokojna wiedza nt. co się ze mną dzieje, gdy jest mi dobrze, a co, gdy podejmuję się nowych i trudnych dla mnie rzeczy i co mogę zrobić, aby uczynić wyjście poza strefę komfortu łatwiejszym. Wiedza, co zrobić, gdy mnie coś boli, a co, gdy jestem spięty, a co, gdy coś mi się nie udało. Jak się bać rozsądnie i działać dalej. Nawyk dbania o siebie. Zaufanie odczuciom z wewnątrz, kierowanie się nimi jednocześnie obserwując, jak się zmieniają; odkrywanie wysiłku i szukanie łatwiejszych dróg działania (Działanie = Ruch). Bycie w centrum, w równowadze gotowej do ruchu. Dzięki temu spokojniej postrzegam, co dzieje się wokół mnie i mogę wyraźniej zobaczyć to takim, jakim jest rzeczywiście.

Najważniejsza jest praktyka.

Swobodne biodra, plecy bez bólu, spokój – warsztaty jesień 2015

Co to jest?
Metoda Feldenkraisa to praktyka rozwoju osobistego oraz metoda rehabilitacji ruchowej. Opracowana przez dr fizyki i inżyniera Moshe Feldenkraisa, jednego z pierwszych Europejczyków posiadających czarny pas w judo. Naukowiec w oparciu o odkrycia neurobiologii oraz zainspirowany wschodnimi sztukami walki oraz naturalnym ruchem dzieci i zwierząt opracował kilkaset lekcji ruchowych. Każdy z nas może z nich korzystać samodzielnie, bez żadnego drogiego sprzętu, bez względu na wiek i kondycję fizyczną. Wystarczy ciekawość.

To jak się ruszasz wpływa na to jak się czujesz, myślisz i działasz
Na początku był ruch. Jako niemowlęta poruszamy głową, nogami, rękoma, krzyczymy, ssiemy. Nikt nas tego nie uczy, uczymy się sami, indywidualnie, spontanicznie. Potem uczymy się bardziej złożonych ruchów: przetaczamy się na bok, turlamy, pełzamy, raczkujemy, siadamy, wstajemy, chodzimy, biegamy. Podczas nauki nasz układ nerwowy rozwija się, tworzą się i wzmacniają połączenia między neuronami. Kształtują się podstawy naszego charakteru. Pojawiają się emocje, a później myśli i refleksje. Także intencje. Próbujemy zgodnie z nimi działać – chwycić upatrzoną zabawkę. Uczymy się kierować sobą. Ruch do końca pozostaje fundamentalny dla naszej percepcji, odczuwania świata oraz myślenia o nim i o sobie. Uczenie nie kończy się na dzieciństwie, a przynajmniej nie musi i nie powinno. Dorastając uczymy się coraz bardziej złożonych czynności manualnych. Niektórzy z nas zostają mistrzami w swej dziedzinie: tancerz, pianista, chirurg, a także jubiler czy zegarmistrz. Wraz z wiekiem zmieniamy się i nauka ruchu musi trwać dalej, aby się dostosować do nowych możliwości ciała. Na starość uczymy się od nowa podstawowych czynności: siadania, wstawania, chodzenia. Ma to podstawowe znaczenie dla naszego samopoczucia i samodzielności.

Jak uczymy się ruszać?
Próbując, eksperymentując, poszukując najlepszego ułożenia ciała i równowagi. Będąc całkowicie zaangażowani, nie myśląc o niczym innym, zanurzeni w procesie. Najlepiej bez poganiania, bez pośpiechu, bez ambicji, bez fiksacji na rezultat, a także bez oceniania i porównywania z innymi. Z przyjemnością, z ciekawości, w pasji. Mając czas na wgląd jak rzeczywiście ruszamy się, które mięśnie jak i kiedy włączają się w ruch. Jaki jest mój znaleziony sposób. Na początku niepewnie i niezdarnie jak pierwsze próby jazdy na rowerze, ostrożnie i z uwagą początkującego narciarza. Z czasem coraz płynniej, szybciej, swobodniej. Wreszcie nieświadomie i bezwiednie. Nawykowo. Odruchem.
Spontaniczny proces uczenia się jest szybko modyfikowany przez socjalizację i otoczenie. Dzieci zaczynają rozpoznawać rodziców i inne osoby ważne dla nich, od których są zależne. Później są to rówieśnicy i nauczyciele. Są gotowe spełniać oczekiwania tych osób dla zwrócenia uwagi, dla miłości, dla akceptacji oraz w obawie przed odrzuceniem. Zaczynają ruszać się i działać nie z samych siebie spontanicznie, ale dla innych. Zaczynają się specjalnie starać. Pojawia się trud i wysiłek. Na poziomie ciała pojawiają się zbędne napięcia mięśniowe, np. grymas na twarzy, zaciśnięte w pięści ręce, skurczone mięśnie brzucha, przyśpieszony i ściśnięty oddech. One też są nieuświadomione i jeśli sytuacja zależności, stresu i lęku utrzymuje się bądź powtarza wchodzą nam w nawyk wpływając na postawę ciała np. przechyloną miednicę, pogłębioną lordozę w odcinku lędźwiowym, pochylenie w górnych plecach czy podniesione barki. Kształtują nasze umiejętności jazdy na rowerze, biegania, tańczenia. Dlatego też, tak różnie to robimy. Tak różnie poruszamy się. Z różną szybkością uczymy się nowych rzeczy. Różnie podchodzimy do nowości i trudności. Różne osiągamy rezultaty. Jednym nauczenie się nowych umiejętności przychodzi łatwo i z ciekawością, innym z wielkim trudem, w stresie, z niechęcią. Postawa i koordynacja ciała ma też wpływ na poczucie równowagi, postrzeganie siebie, swobodę w relacjach z innymi i w rezultacie skuteczność w działaniu. Nadmierne i notoryczne napięcia mięśni mają niekorzystny wpływ na zdrowie, przepływ krwi i dotlenienie komórek. Przyśpieszają proces starzenia się i osłabiają witalność. W skrajnych przypadkach powodują ból, utratę czucia części ciała i notoryczne zmęczenie łącznie z depresją.

Co możemy dziś z tym zrobić?
Zmienić nawyki ruchowe. Znaleźć łatwiejszy sposób, bardziej swobody. Jak? Wrócić do uczenia się jak niemowlę. Odtwarzając sytuację uczącego się małego dziecka, w poczuciu beztroski i bezpieczeństwa, bez pośpiechu, ambicji i orientacji na rezultaty. Tym razem jednak wykorzystując uwagę, poprzez świadomy ruch. Robiąc specjalne lekcje ruchowe, które krok po kroku uświadamiają nasze dotychczasowe nawyki oraz pozwalają eksperymentować i znajdować nowe, płynniejsze sposoby codziennych czynności np. oddychania, wstawania, chodzenia. To jest celem Metody Feldenkraisa.
Spotkanie będzie poświęcone miednicy i biodrom oraz ich relacji do tułowia i pozostałych części ciała. To stamtąd, z naszego centrum powinien wychodzić ruch. Tam gdzie jest nasz środek ciężkości. Ruch w synchronizacji z oddechem. Tam też, w brzuchu, w miednicy są nieuświadomione głębokie napięcia nabyte dawno temu, do dziś wpływające na nasze poczucie komfortu i bezpieczeństwa.
Na spotkaniu poznamy 3 lekcje (warsztaty 1-dniowe) bądź 6 lekcji (warsztaty 2-dniowe), które potem można samodzielnie robić w domu i pokazać swoim znajomym. Najważniejsza jest jakość ruchu – „czyste działanie”. To ona odróżnia Metodę Feldenkraisa od innych technik pracy z ciałem i rehabilitacji. Będzie też część pracy w parach (dla chętnych), kiedy poznamy jak można pomóc drugiej osoby poprzez neutralny dotyk i ruch w sesjach indywidualnych. To ogromna umiejętność umieć pokierować ruchem drugiej osoby tylko i wyłącznie z intencją pomocy jej. Łagodnie, bez nacisku, słuchając i dbając o jej komfort. Będzie też czas na rozmowę, pytania i odpowiedzi.

Dla kogo:
Naprawdę dla wszystkich, ponieważ każdy może rozwijać się ruchowo z pożytkiem dla siebie. Tutaj wiek, wygląd i kondycja fizyczna nie mają znaczenia. Wszystkie ruchy osoba wykonuje tylko na tyle, na ile są one dla niej łatwe i komfortowe. Każdy uczy się ruchu samodzielnie, bez oceniania i porównań.
Szczególnie zainteresowane mogą być osoby, które:
• mają ograniczenia ruchowe oraz bóle z powodu napięć i stresu – nauczą się, jak samodzielnie mogą sobie radzić w takich sytuacjach
• zajmują się zawodowo pracą z ludźmi (rehabilitanci, psychoterapeuci, instruktorzy pilatesu, jogi, tai chi, fitnessu, tańca) – nauczą się, jak jeszcze inaczej można spojrzeć na pacjenta czy uczestnika ich zajęć i jak można z nim pracować

Prowadzący Paweł Wójtowicz
Certyfikowany nauczyciel Metody Feldenkraisa, jeden z kilku w Polsce, zajmuje się nią od 6 lat, ukończył nauczycielski 4-letni trening w Anglii. Jest członkiem Brytyjskiego Stowarzyszenia Metody Feldenkraisa. Prowadzi regularne zajęcia w Krakowie, warsztaty w całej Polsce i pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi głównie z dziecięcym porażeniem mózgowym na Ukrainie i w Rosji.

Gdzie, kiedy, jaka cena, jak się zapisać – wybierz wydarzenie w zakładce Kalendarz i tam znajdziesz szczegóły

Więcej informacji o Metodzie Feldenkraisa można znaleźć na stronach www.feldenkrais-method.org oraz moim blogu www.facebook.pl/Met.Feldenkraisa.

Sesje indywidualne – jest możliwość umówienia się na sesję indywidualną z prowadzącym w po zajęciach.

ZAPRASZAMY :)

Ruch w biznesie – zajęcia ruchowe, które zmienią Twoją organizację

To jak ruszamy się ma wpływ na skuteczność naszego działania, także w pracy i w biznesie.

Ćwiczenia ruchowe, które stosujemy wpływają nie tylko na ciało, ale także na nasze działanie i sukcesy.

W pracy i w biznesie oczekujemy od siebie i od partnerów skuteczności. Z jednej strony, dynamizmu, pasji, entuzjazmu, „ognia w sercu” i „błysku w oku”. Z drugiej, spokoju, równowagi, skupienia. Jak zachować spokój w galopie?

Każdy dąży do rozwoju, do wzrostu siły.

Każdy organizm w przyrodzie dąży do przetrwania i jeśli to tylko możliwe do rozwoju, do wzmocnienia siebie. Od prostych organizmów jednokomórkowych, przez rośliny walczące o przestrzeń i światło po zwierzęta i ludzi rywalizujących o terytorium i pożywienie. Jedną z form konkurencji między ludźmi jest biznes. Pracujemy, aby utrzymać siebie i swoje rodziny oraz umocnić swoją pozycję w społeczeństwie i na rynku. Firmy konkurują o największy udział w rynku. Często organizmy wchodzą ze sobą w czasowe sojusze, współpracują ze sobą, ponieważ jest to dla nich korzystne. Zwierzęta i ludzie, a nawet rośliny organizują się w większe grupy, aby być silniejszym. Słowo korporacja pochodzi od łacińskiego słowa corporatio, który oznacza związek.

Jako ludzie dzięki wyjątkowej umiejętności uczenia się jesteśmy szczególnym przypadkiem, który stworzył bardzo złożone struktury społeczne, wyrafinowaną kulturę i naukę, uzyskał wysoki stopień świadomości tego, co robi. To wszystko wzmocniło naszą pozycję i przyczyniło się do ogromniej przewagi nad przyrodą. Ta przewaga zaczęła rodzić problemy w postaci niszczenia środowiska, w którym sami żyjemy. Niemniej instynkt rozwoju jest wciąż silny, a konkurencja dzięki globalizacji stała się intensywniejsza. Kto nie zmienia się i nie rozwija, ten ginie. Kto stoi w miejscu, ten cofa się. Różne aspekty życia traktowane są jako inwestycje mające w niedalekiej przyszłości wzmocnić pozycję: studia i kursy, trening sportowy, a nawet zabiegi upiększające i relacje osobiste. Każdy z nas został swoim managerem, który ma umieć zarządzać czasem, relacjami i emocjami. Życie stało się zadaniem do wykonania, zbieraniem doświadczeń, serią projektów przeobrażania siebie.

Nieustanna zmiana. Stawanie się zamiast bycia. Dotyczy to całych organizacji od najmniejszych stowarzyszeń po międzynarodowe korporacje. Zadaniem zarządzających nimi jest przełożenie indywidualnego instynktu rozwoju członków na wzrost całej organizacji. Stąd kluczowa rola talent management i coachingu. Korporacje chcąc aby, ich pracownicy dojrzewali i rozwijali się w ich ramach, są zainteresowane wieloma aspektami ich życia, także ich ciałem i zdrowiem. Firmy dbają o warunki pracy i zachęcają do aktywnego wypoczynku, zapewniają prywatne ubezpieczenie zdrowotne oraz zdrowe jedzenie w firmowych kantynach.

Pomimo takiej dbałość satysfakcja z pracy w dużych firmach jest niska, pracownicy nie utożsamiają się z ich celami, nie mają poczucia sensu pracy, nie wierzą w ich wizje. Nudzą się i wypalają. Oba zjawiska są tylko pozornie przeciwstawne, często idą ze sobą w parze. Przez to pracownicy często zmieniają pracodawcę, coraz częściej w ogóle odchodzą z dużych organizacji. Dlaczego? Jest ogromną sztuką tak zorganizować biznes, aby wyzwolić i ukierunkować naturalną energię, zdrowy dynamizm i entuzjazm. Umożliwić ludziom dojrzewać, rosnąć i po prostu zmieniać się ramach organizacji. Aby to osiągnąć organizacja sama musi umieć się zmieniać, ciągle przeobrażać. Jak wyzwolić kreatywność i entuzjazm pracowników nie dezintegrując całej organizacji? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zrozumieć jak człowiek uczy się i skąd bierze się twórczość.

Jak się uczymy?

Człowiek funkcjonuje przez swoje ciało i przez nie nieustannie uczy się odkrywać i zmieniać świat wokół. Zaczyna w wieku niemowlęcym np. ucząc się koordynacji oka i ręki, gdy próbuje chwycić zabawkę i kontynuuje do okresu starości, kiedy to np. uczy się na nowo chodzić, ostrożniej stawiając kroki dostosowując do nowych, ograniczonych możliwości. Nauka poprzez ruch i doświadczanie jest nauką organiczną w przeciwieństwie do nauki szkolnej ex cathedra. Dlatego na kursach np. negocjacji odgrywanie scen jest cenniejsze, bardziej zapada w pamięć i skuteczniej uczy niż slajd w prezentacji PowerPointa. Co to znaczy „skuteczniej uczy”? To znaczy, że potem częściej wykorzystujemy to bezwiednie w praktyce życia zawodowego. Jest to już w repertuarze naszych odruchowych reakcji.

Poruszanie się jest pierwszą i podstawową umiejętnością, która uczymy się. Ma wpływ i jest podstawą wszystkich nabytych później np. spostrzegania, odczuwania i myślenia. Tak wpływa na skuteczność w działaniu i w rozwoju. Na przykład, osoba, która nawykowo ma pochyloną do przodu sylwetkę z głową i wzrokiem skierowanymi w podłogę, widzi swój codzienny świat inaczej, niż gdyby jej sylwetka była wyprostowana. Często oznacza to też nieuświadomione napięcie mięśni brzucha oraz słabe mięśnie pleców, co pochyla czy przykurcza sylwetkę. Symptomatyczna postawa dla osób w stanie niepokoju z mniejszą pewnością siebie. Tak też jest odbierana przez innych, co wzmacnia spiralę pomniejszenia.

Jak uczymy się poruszać? Nieświadomie i spontanicznie, kierowani ciekawością – zapominając się w działaniu. Podejmując kolejne próby, ryzykując. Skokowo. Tracąc równowagę i odzyskując ją na nowym poziomie. A także zależni od rodziców i otoczenia. Na przykład, powszechny fakt używania krzeseł i foteli w naszej kulturze całkowicie zmienił sposób używania kręgosłupa, a płaskie podłogi i chodniki oraz obuwie użycie stopy stworzonej przez tysiące lat ewolucji do swobodnego stąpania po nierównym terenie. Interwencje ambitnych i troskliwych opiekunów (np. sadzanie bądź stawianie dziecka zanim ono samo się tego nie nauczy) bądź silne przeżycia emocjonalne (poczucie dużego stresu, niepokoju czy strachu) ingerują w spontaniczny proces i powodują zbędne napięcia i wysiłek. Te natomiast utrzymują się nieuświadomione do dorosłości kształtując naszą postawę i modus operandi. Czy potrafisz poznać bliską osobą o jej sylwetce na horyzoncie bądź rytmie kroków? Życie w przeważającej mierze składa się z odruchów. Nawykowa postawa, sposób chodzenia bądź siedzenia skłaniają do równie nawykowych reakcji wyższego rzędu np. sposobu uczestniczenia w grupie i w rozmowie, reakcji w trudnych sytuacjach, w traktowaniu siebie i innych.

Co możemy z tym zrobić dzisiaj?

Szukając nowych możliwości rozwoju osobistego i zwiększenia naszej skuteczności w działaniu, musimy zwrócić uwagę na najbliższe swoje otoczenie, na najbardziej podstawowe swoje narzędzie działania, czyli na swoje ciało i nasze poruszanie się. Możemy kontynuować naukę usprawniania ruchu bez względu na wiek i kondycję fizyczną, ale wreszcie róbmy to świadomie i metodycznie. Poprzez uważny ruch odkrywamy swoje dotychczasowe nawyki, lepiej rozumiemy sposób działania siebie, możemy ocenić, ile zbędnego wysiłku bezwiednie wkładamy w wykonywanie najprostszych codziennych czynności. Ujawniamy przed sobą samym, co budzi naszą niechęć lub nawet lęk, co naprawdę sprawia nam przyjemność i ulgę. Dzięki cierpliwości i uwadze zaczynamy odkrywać inne, często wygodniejsze i efektywniejsze sposoby wykonania tych samych podstawowych czynności. Wymagają one od nas mniej napięć, nie ograniczają oddechu. Są bardziej neutralne. Ciało przeorganizowuje się, odblokowuje się ponownie proces organicznego uczenia się. Jak u małych dzieci, które podziwiamy za szybkość przyswajania nowych rzeczy i kreatywność. Wraz ze swobodą oddechu i ruchu, odzyskujemy swobodę myślenia i wyobraźni. Coś co do tej pory wykonywaliśmy z niezauważonym wysiłkiem, możemy wykonać ze świadomą łatwością. Tutaj dochodzimy do wielkiego mitu wysiłku.

Wielką sztuką nauczyć się „Try less to succeed more”. Z jednej strony, nasza kultura zachęca nas do wytężonej pracy, ciągłego treningu powtarzania i zwiększania obciążeń oraz do twardości mięśni i w domyśle charakteru. Z drugiej strony, każdy z nas zapewne zna kogoś, komu, jak nam się wydaje, wszystko przychodzi bez trudu. Podziwiamy go i jego sukcesy. Choć domyślamy się, że stoi za tym wiele pracy nad sobą. Jaka to jest praca? Przecież mechaniczne, bez uwagi powtarzanie danej czynności tylko utrwala nawyk jej wykonywania. Nie wiele zmienia, nie uczy nas niczego nowego. Robienie tego samego z oczekiwaniem różnych rezultatów jest już popularną definicją szaleństwa. Aby zmienić skuteczność swojego działania, należy zmieniać swoje nawyki. Im głębsze i bardziej podstawowe nawyki zostaną zmienione, tym większa reorganizacja całej osoby i tym większe różnice w rezultatach działania.

Wykonywanie tej samej czynności na nowy sposób stwarza nowe połączenia neuronalne w układzie nerwowym. Jeśli w tym sposobie doświadczamy lekkości, przyjemności, swobody, to taki scenariusz ruchu ma większą szansę wzmocnić się i wracać do nas spontanicznie w życiu codziennym. Nowy sposób nie zastępuje starego w prosty sposób. Jest dla niego alternatywą. Nie zmieniamy jednego zestawu nawyków na inny, ale poszerzamy paletę dostępnych ścieżek. Tym samym przestajemy być zależni od jednej z nich. Jeden sposób to brak wolności, dwa to dylemat, dopiero od trzech zaczyna się wolność wyboru.

Co więcej, przyglądając się swojemu ruchowi, rejestrując odczucia i połączenia przez całe ciało rozwijamy obszary mózgu odpowiedzialne za sensoryczność, za odbieranie wrażeń. Te obszary są w sąsiedztwie obszarów odpowiedzialnych za motorykę, za wykonywanie ruchów. Im więcej uwagi i więcej doznań, tym w odpowiedzi ruch jest subtelniejszy i precyzyjniejszy jak u mistrzów wschodnich sztuk walki.

Metoda Feldenkraisa, łagodna droga uczenia się.

Metoda Feldenkraisa jest metodyczną nauką ruchu i działania poprzez uważność. Opracowana została w XX wieku przez dr fizyki, inżyniera Moshe Feldenkraisa, jednego z pierwszych w Europie posiadaczy czarnego pasa w judo. Zainspirowany sztukami walki, nauką o działaniu układu nerwowego oraz naturalnymi ruchami małych dzieci i zwierząt opracował kilkaset lekcji ruchowych dedykowanych podstawowym funkcjom takim jak wstawanie, siedzenie, chodzenie. Feldenkrais twierdził, że nie tylko uczy efektywniejszego i swobodniejszego ruchu, ale przede wszystkim „uczy uczyć się”. Odblokowuje proces uczenia się nowych rzeczy włączając w to spostrzeganie, odczuwanie i myślenie o otaczającej nas rzeczywistości. Wzbogaca się wyobraźnia i odblokowuje kreatywność. Odradza się poczucie sprawczości. Rośnie poczucie, że to my tworzymy otaczający nas świat. Rośnie poczucie mocy.

Dziś Metoda Feldenkraisa jest uznaną techniką pracy w rozwoju osobistym i zawodowym oraz w rehabilitacji. Na świecie jest kilka tysięcy certyfikowanych nauczycieli, którzy ukończyli 4-letnie profesjonalne studia. Praca odbywa się w formie zajęć grupowych i sesji indywidualnych. Dodatkową możliwością jest tzw. work-shadowing, kiedy nauczyciel obserwuje realne sytuacje w pracy np. rozmowy telefoniczne z klientami lub negocjacje i zwraca uwagę na reakcje somatyczne uczestników. Następnie pracuje z nimi indywidualnie nad zmniejszaniem oporów i napięć oraz odblokowaniem swobodnego ruchu i myślenia. Ogromną wartością tego podejścia jest możliwość samodzielnej kontynuacji ćwiczeń oraz to, że raz głęboko doświadczony ruch pozostaje już w repertuarze sposobów dostępnych do wyboru. Ruch, który zmienia działanie.